Listopad 13

Mam problem z wykonawcą strony internetowej.

Mam problem z wykonawcą strony internetowej.

Najczęstszy przypadek z jakim spotykam się w swojej pracy zawodowej adwokata.
Z projektantami i wykonawcami stron i serwisów internetowych jest jak z każdym rzemieślnikiem. Często zdarza się, że trafiamy na osobę, która podaje się za profesjonalistę a w rzeczywistości nią nie jest. Rodzi to wiele komplikacji. Dzieło, które zamówiliśmy często nie spełnia naszych wymagań lub wypełnione jest ogromną ilością błędów i niedoróbek. Często sami jesteśmy sobie winni. Bowiem umowy na wykonanie serwisów internetowych są spisywane na kolanie lub bierzemy szablony z internetu, które w większości nie spełniają podstawowych wymagań stawianych tego typu dokumentom. Ponadto, nie opisujemy w umowach naszych oczekiwań, co powoduje problemy w późniejszym dochodzeniu naszych praw i przedstawianiu przed sądem, jakie były nasze oczekiwania i jak wygląda rzeczywistość.

Tak na prawdę całość sprowadza się do dwóch elementów, na które należy reagować w ten sam sposób. Albo serwis nie jest wykonany w terminie, albo nie działa tak jak powinien lub jest wadliwie wykonany. Zarówno w pierwszym jak i drugim wypadku pierwszym krokiem jaki należy wykonać jest pisemne wezwanie wykonawcy do wykonania lub prawidłowego wykonania dzieła i wskazanie mu w tym celu stosownego terminu. termin ten nie może być zbyt krótki i liczy się od dnia, kiedy wykonawca nasze pismo odbierze.

Jeżeli po upływie wyznaczonego terminu nie doszło do realizacji naszego zamówienia możemy od umowy odstąpić. W takim wypadku, wykonawca zobowiązany jest zwrócić nam pieniądze, my zaś zwracamy mu wykonaną przez niego stronę. Oczywiście odstąpienie od umowy nie jest jedynym rozwiązaniem, tylko jednym z kilku powszechnie stosowanych. Jeżeli znajdują się Państwo w takiej sytuacji i szukają najkorzystniejszego rozwiązania, proszę o kontakt. Zawodowo zajmuję się takimi sprawami i na pewno po wspólnej rozmowie i poznaniu Państwa priorytetów znajdziemy wyjście z sytuacji,

Sierpień 20

Podstawowe orzecznictwo w sprawach wymiany plików w sieci Internet

Napster

Pierwsza aplikacja pozwalająca na wyszukiwanie, zakup oraz pobieranie plików mp3.  Napster działał na zasadzie udostępniania przez każdego z użytkowników plików mp3, dzięki czemu tworzył ogromną bazę utworów. Został napisany przez 19-letniego studenta Shawna Fanninga i niemal natychmiast po premierze zdobył ogromną popularność, na początku głównie wśród studentów. Pierwotnie był darmowy, jak typowe oprogramowanie p2p. Z czasem, pod naciskiem wytwórni fonograficznych przekształcił się w obecną, płatną postać.

Jako system  scentralizowany, przechowywał na własnych serwerach tylko dane użytkowników. Nie uchroniło go to jednak przed pozwami o naruszenie praw autorskich.

Powództwa byyo oparte na zarzutach domniemanej wiedzy twórcy systemu o nielegalnych działaniach uzytkowników, stojących w sprzeczności z normami prawa własności intelektualnej. Podniesiono również, iż Napster czerpał korzyści z niezgodnego z prawem działania użytkowników.

Sąd II instancji przyznał, że „użytkownicy sieci Napster masowo kopiowali i dystrybuowali kopie utworów chronionych prawem autorskim, co stanowiło bezpośrednie naruszenie tego prawa”. Fakt, że Napster nigdy nie wykonał bezpośrednio kopii żadnego z tych utworów, nie ma w świetle stanu faktycznego sprawy żadnego znaczenia, jako że ustalenie bezpośredniego naruszenia prawa autorskiego po stronie uzytkowników systemu jest wystarczające do uznania Napster za odpowiedzialnego naruszeniu.

Sąd stwierdził również, iż Napster był w stanie zablokować dostęp do systemu osobom udostepniającym kopie chronionych utworów oraz, że nie zdołał powstrzymać tego procederu.

Ponadto, uznano również, iż Napster swoją działalność skierował na przyciągnięcie nowych użytkowników. Jego model biznesowy bowiem zakładał, że wraz z rosnącą liczbą użytkowników ziwększałby się również jego dochód.

Sprawa DailyMotion

W 2007 roku, po znalezieniu naruszających prawo autorskie kopii filmu „Joyeux Noel” przechowywanych w serwisie DailyMotion producent, reżyser i dystrybutor filmu pozwali serwis zarzucając mu naruszenie praw autorskich. DailyMotion jest serwisem umożliwiającym swoim użytkownikom zamieszczanie i udostępnianie na swojej platformie materiałów wideo.

Serwis został uznany za usługodawcę świadczącego usługi hostingowi. Sąd francuski stwierdził, że art. 6-I-2 LCEN będący francuskim odpowiednikiem art. 14 dyrektywy Parlamentu Europejskiego 2000/31/WE, nie wprowadza wyłączenia odpowiedzialności, ale jej ograniczenie. Według Sądu sposób funkcjonowania serwisu i używane rozwiązania techniczne umożliwiały bezprawną działalność, a sukces platformy był bezpośrednio związany z naruszaniem praw autorskich przez użytkowników. Pozwany zaś musiał zdawać sobie sprawę, że umożliwia również bezprawne działania swoim użytkownikom.

Sąd odrzucił argument DailyMotion, że art. 6-I-7 LCEN, będący odpowiednikiem art. 15 dyrektywy, zwalnia pośredniczących usługodawców z generalnego obowiązku monitorowania przechowywanych treści. Uznał mianowicie, że brak generalnego obowiązku monitorowania ma zastosowanie jedynie w przypadkach, w których usługodawca sam nie wywołuje i nie umożliwia bezprawnej działalności. Sąd uznał, że usługodawca, który dostarcza usługobiorcom narzędzie umożliwiające naruszanie praw autorskich powinien kontrolować w jaki sposób użytkownicy portalu z niego korzystają, zapobiegając naruszeniom prawa. Sprawa ta jest o tyle niejasna, że z jej akt wynika, że niektóre kopie filmu pozostały na serwerze DailyMotion nawet po zawiadomieniu o ich bezprawności. W takich okolicznościach usługodawca byłby odpowiedzialny na gruncie art. 14 dyrektywy.

DailyMotion ogłosiło wprowadzenie systemu AudibleMagic opartego na blokowaniu treści, które okażą się zgodne z wzorem znajdującym się w bazie materiałów chronionych prawem autorskim stworzonej z próbek przekazanych przez autorów. Podobny system wprowadziło również MySpace oraz YouTube. W ten sposób platformy wideo zdecydowały się zabezpieczyć przed ewentualnymi procesami wytaczanymi przez posiadaczy praw autorskich. Takie postępowanie ułatwia również negocjowanie z autorami licencji na używanie ich materiałów oraz wydaje się być zgodne z założeniami dyrektywy 2000/31/WE, która w punkcie 40 preambuły stwierdza, że przepisy niniejszej dyrektywy odnoszące sie do odpowiedzialności nie powinny stanowić przeszkody w rozwoju i w skutecznym wykorzystywaniu, przez różne strony, systemów technicznych ochrony i identyfikacji, jak też i instrumentów technicznych nadzoru możliwych dzięki technologiom cyfrowym