Listopad 25

Ochrona prawa autorskiego a linki w portalach społecznościowych – Sprawa BestWater (C348/ 13)

Pytanie
Czy włączenie do własnej strony internetowej utworu podanego do wiadomości publicznej na obcej stronie internetowej, stanowi publiczne udostępnianie w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE1 , mimo że obcy utwór nie jest udostępniany nowej publiczności i udostępnienie nie jest dokonywane z wykorzystaniem szczególnego technicznego sposobu przekazu, który różni się od pierwotnego sposobu udostępniania utworu?

Stan faktyczny
BestWater jest producentem i sprzedawcą systemów filtrowania wody. Na potrzeby reklamowe, wyprodukował film na temat zanieczyszczenia wody, który to film jest jego autorstwa i na który to film posiada wszelkie prawa autorskie. Film ten został następnie nielegalnie udostępniony w serwisie „YouTube”.

Pozwani – Mebes i Potsch byli niezależnymi przedstawicielami handlowymi, którzy działali w imieniu BestWater. Każdy z nich miał swoją stronę WWW, gdzie promował produkty sprzedawane przez BestWater. Latem 2010 roku, p. Mebes Potsch umieścili na swoich stronach film udostępniony na Youtube, o którym mowa powyżej. Treść ta miała postać embedded, czyli treści wbudowanej w stronę, a nie postać linku odsyłającego do strony Youtube. Ten sposób umieszczenia treści daje wrażenie jakby film był częścią strony ja jakiej jest umieszczony.

Biorąc pod uwagę, że panowie Mebes Potsch umieścili na swoich stronach przedmiotowy film bez zezwolenia, BestWater wniosła skargę celem uzyskania zaprzestania jego rozpowszechniania i zażądała odszkodowania.

Odpowiedź
W istocie, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, aby mówić o „publicznym udostępnianiu” w rozumieniu artykułu 3 ustęp 1 dyrektywy 2001/29, utwory chronione prawami autorskimi muszą być przekazywane według określonego systemu technicznego, różnego od tego, jaki został wcześniej użyty lub w przypadku jego braku, utwory muszą zostać udostępnione zupełnie nowemu odbiorcy.

Trybunał wypowiadał się już w podobnej sprawie tj. Svensson (C-466/12). Jednakże, w tamtym wypadku treść udostępniona pierwotnie, była udostępniona legalnie. Trybunał w sprawie Svensson uznał, iż w przypadku umieszczania na stronie przez osobę trzecią, za pośrednictwem łącza internetowego, chronionego prawem autorskim utworu, który to utwór był już swobodnie dostępny publicznie na innej stronie internetowej i do rozpowszechniania treści tego utworu użyto tą samą metodę techniczną jaka posłużyła jego pierwotnemu udostępnieniu, to aby mówić o „publicznym udostępnianiu” w rozumieniu artykułu 3 ustęp 1 dyrektywy 2001 roku, czynność musi być skierowana do nowej publiczności.

W świetle powyższego sam fakt, że utwór objęty prawami autorskimi jest swobodnie dostępny na stronie internetowej i jest wstawiany na innej stronie poprzez link lub za pomocą techniki „dołączenia” („ramek”), nie może być uznany jako „przekaz publiczny” w rozumieniu artykułu 3 ustęp 1 dyrektywy 2001/29 / WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r., w zakresie w jakim utwory te nie są przesyłane do nowej publiczności lub udostępnione w związku z określonym sposobem technicznych, innym niż zastosowany oryginalnie.

Reasumując w niniejszej sprawie Trybunał stwierdził, że jeżeli w wyniku linkowania lub osadzania z utworem nie zapoznaje się nowa widownia, to nie można mówić o publicznym udostępnieniu utworu, a więc złamaniu prawa.

Maj 15

Prawo do bycia zapomnianym

Przedmiot – Przetwarzanie danych zawartych na stronach internetowych – Prawo do bycia zapomnianym w Internecie.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej potwierdził w sprawie Google vs Spain (C-131/12), że każdy może żądać usunięcia 
z wyników wyszukiwarki Google linków do stron zawierających informacje 
o swojej osobie. Została zatem potwierdzona ochrona podstawowych praw i wolności osób fizycznych, w szczególności ich prawa do prywatności w zakresie przetwarzania danych osobowych.
Najważniejszą zmianą jaka uwidoczniła się na kanwie wyroku, to zaliczenie wyszukiwarek internetowych do tzw. grupy serwisów internetowych oraz uznanie, że wyszukiwarki internetowe służą do przetwarzania danych osobowych, których administratorem jest ich operator.

W związku z powyższym, otrzymaliśmy narzędzie do skutecznej walki o ochronę swoich danych osobowych uwidocznionych w wyszukiwarkach internetowych. Możemy zatem w tym celu powołać się bezpośrednio na przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.

W przypadku nierespektowania przez operatora wyszukiwarki internetowej naszego żądania, możemy zwrócić się bezpośrednio z prośbą o wydanie decyzji do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Wtedy decyzję nakazującą usunięcie danych osobowych z listy wyników wyświetlanych przez wyszukiwarkę wyda polski generalny inspektor ochrony danych osobowych.

Aby skorzystać z możliwości jakie dane powyższy wyrok należy wypełnić poniższy formularz na stronie google.

Link do formularza google

Sierpień 22

Udostępnianie danych osobowych hejterów.

W ślad za artykułem z dzisiejszej Rzeczpospolitej.

Udostępnienia danych z forów internetowych mogą żądać już nie tylko policja, prokuratura czy sąd. Takie prawo ma też każda osoba fizyczna i firma, które wykażą, że jest to niezbędne dla ochrony dóbr osobistych i dobrego imienia. Tak orzekł wczoraj Naczelny Sąd Administracyjny (sygnatura akt: I OSK 1666/12).

To przełomowy wyrok, bo dotychczas namierzenie tzw. hejterów (czyli osób publikujących w sieci obraźliwe wpisy) było często niemożliwe. Administratorzy stron internetowych twierdzili bowiem, że tylko organy państwa mogą się domagać takich informacji.

Tak też argumentowała Agora SA, gdy generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO) nakazał udostępnienie spółce Promedica24 m.in. adresów e-mailowych i IP komputerów autorów 36 wpisów na forum gazeta.pl. Ukryci za nickami naruszyli, zdaniem spółki, jej dobre imię i renomę.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał Agorze rację. Stwierdził, że w takich sprawach nie stosuje się ustawy o ochronie danych osobowych, lecz ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Zgodnie z nią jedynym uprawnionym do uzyskania danych eksploatacyjnych (np. adresów IP i e-mailowych, dat i godzin logowania) są organy państwa.

NSA nie zgodził się z tym. Wyrok oznacza zmianę dotychczasowej praktyki i umożliwia udostępnianie danych na podstawie ustawy o ochronie danych osobowych.

– Dane osób korzystających z Internetu podlegają ochronie, ale autorzy inwektyw działający na portalach nie mogą być bezkarni – powiedziała sędzia Irena Kamińska, uzasadniając wyrok.

A co w przypadku gdy właściciel portalu nie wskaże jednak hejtera? – Zainteresowany powinien zwrócić się do GIODO, a ten na drodze administracyjnej nakaże udostępnić takie dane.

Przedsiębiorca prowadzący portal może jednak odwołać się od takiej decyzji do sądu administracyjnego – mówi adwokat Grzegorz Sibiga.

Właściciele portali obawiają się fali żądań o udostępnienie danych osób, które krytykują innych na forum lub ostro wyrażają swoje poglądy. – Do tej pory odmawialiśmy, bo chronimy te informacje. Wyrok NSA toruje jednak niebezpieczną praktykę, bo skoro będziemy musieli udostępniać dane blogerów, to może to zagrozić swobodzie wypowiedzi – mówi Igor Janke, właściciel portalu salon24.pl.”

zródło – http://www.rp.pl/artykul/1040893.html

Sierpień 20

Koncepcja aktywnego dostawcy hostingu czyli sprawa RTI S.p.A. v. Italia On Line S.r.l. z dnia 7 czerwca 2011 r. (sygn. akt 7380/2011)

W krajach Unii Europejskiej, które implementowały dyrektywę 2000/31/WE, coraz większą popularność zdobywa koncepcja tzw. „aktywnego hostingu”. Zgodnie z tą koncepcją dostawca usług internetowych może być pociągnięty do odpowiedzialności, pomimo spełnienia warunków jej wyłączenia (tj. pomimo niezwłocznego podjęcia, po otrzymaniu wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze treści, działania w celu usunięcia lub uniemożliwienia dostępu do tych treści), jeżeli czerpie korzyści finansowe ze swoich działań związanych z udostępnianiem treści naruszających prawo. Koncepcja ta została wypracowana jako próba dostosowania wyłączeń odpowiedzialności usługodawców z dyrektywy o handlu elektronicznym do obecnych realiów świadczenia usług w Internecie.

Pojęcie „aktywnego dostawcy hostingu” sformułował sąd w Mediolanie w wyroku w sprawie  RTI S.p.A. v. Italia On Line S.r.l. z dnia 7 czerwca 2011 r. (sygn. akt 7380/2011). RTI S.p.A., producent programów telewizyjnych, pozwał Italia On Line – spółkę prowadzącą platformę internetową, na której użytkownicy bezprawnie umieszczali filmy, do których prawa miało RTI. W wyroku w tej sprawie, sąd stwierdził, iż ze względu na postęp technologiczny, działalność usługodawcy, Italia On Line, pomimo iż nazywana hostingiem, wykracza poza zakres działalności zdefiniowanej w dyrektywie 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 8 czerwca 2000 r. w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, w szczególności handlu elektronicznego w ramach rynku wewnętrznego (dyrektywa o handlu elektronicznym) jako hosting. Hosting bowiem ogranicza się do pasywnego przechowywania danych. Włoski sąd stwierdził, iż ograniczenie odpowiedzialności usługodawców za hosting musi zostać odpowiednio dostosowane do obecnej rzeczywistości i stanu techniki, znaczącą różniącego się od stanu z czasu prac nad dyrektywą. Ponadto, sąd skonkludował, iż usługi obecnie nazywane hostingiem nie stanowią hostingu w rozumieniu przepisów dyrektywy 2000/31/WE a są nowym rodzajem usług, który należy umieścić pomiędzy hostingiem a bezpośrednim oferowaniem treści. Usługa ta nie polega bowiem, tak jak hosting, na całkowicie biernym udostępnianiu miejsca na serwerach. Poprzez podejmowanie aktywnych działań takich jak udostępnianie i organizowanie treści, usługodawca wykracza poza sam hosting, w związku z czym nie może skutecznie wyłączyć swojej odpowiedzialności za naruszenia prawa, których dopuścili się jego użytkownicy.